Pierwszy zjazd na studiach i moje wrażenia

Hej! Dzisiaj przychodzę do was z relacją, z mojego pierwszego zjazdu na studiach. Co prawda minął już ponad tydzień, a pojutrze znów się pakuje na kolejny wyjazd, to i tak postanowiłam się tym z wami podzielić. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń i jak to wyglądało, to zapraszam.

Pierwszy dzień to było właściwie uroczyste rozpoczęcie roku studenckiego, czyli spotkanie na auli, krótka prezentacja pani dyrektor i kilka ciekawych informacji. Pani głównie skupiła się na tym, żeby do wykładowców zwracać się per dr, mgr, prof. w zależności jaki ma tytuł i broń Boże się nie mylić, bo niektózy potrafią być bardzo upierdliwi na tym punkcie ;). Następnie pokaz chóru i slynne ,,Gaudeamus Igitur”, powiem szczerze, że było to bardzo ciekawie tego posłuchać i naprawdę byłam mile zaskoczona, później przemowa na nową drogę dla nowych studentów. I pierwszy wykład! Na szczęście trwał tylko jakieś 20 min, ponieważ przemawiał pan doktor ze specjalizacji niemieckiej na temat historyczny. Wstyd się przyznać, ale nie mam pojęcia o czym była mowa. Później było już tylko ciekawiej, ponieważ wszyscy wykładowcy opuścili aulę, a na widownie wkroczył samorząd. Przekazali wiele istotnych i przede wszystkim przydatnych informacji, było ciekawie i wesoło. Wiem, że później miało się odbyć szkolenie BHP, ale dla takich szczęśliwców jak ja było ono zbędne, ponieważ już je otrzymałam z prace, hurra ! Na koniec zostało już tylko podejść do sekretariatu podpisać umowę, odebrać legitymację i indeks. W ten oto sposób stałam się pełnoprawną studentką! 🙂


Sobota i niedziela to już były prawdziwe wykłady. ŁAAAŁ! Szłam sobie na spokojnie rano na zajęcia, lekki stres przed nieznanym i tak trafiłam na spotkanie organizacyjne z WFu 😀 Tak, tak… wf na studiach zaocznych, na szczęście tylko jeden rok, można było wybrać pomiędzy siłką, a koszykówką i siatkówką. Prawdę mówiąc to i tak miło, że dają jakikolwiek wybór. Następnie przez te dwa dni miałam literaturę francuską, gramatykę praktyczną, rozumienie. Co jeszcze… KSERÓWKI. Tak te wszystkie opowieści o tym ile kserówek dostaje się na studiach to prawda :D, miałam zajęcia dopiero 2 dni, a już zyskałam jakieś dodatkowe 12 kartek do noszenia. Te parę godzin zleciało nim się obejrzałam, poznałam ciekawych i miłych ludzi i cały zjazd dobiegł końca :(. Dobrze, że kolejne zajęcia już za 2 dni ;)…


Teraz nieco o moim kierunku. Ja poszłam na filologię francuską z zerową znajomością języka francuskiego. W mojej grupie na 10 osób język znają tak naprawdę 4 z nich, reszta zaczyna z takiego poziomu jak ja. Zastanawiałam się, szukałam w internecie czy w ciągu tych 3 lat można się nauczyć języka na takim poziomie przynajmniej B2, myślę że można. Po pierwsze, dla chcącego nic trudnego:), po drugie na zajęcia mamy jeden zestaw podręczników, w pierwszym semestrze jest on na poziomie A1, w drugim będzie na A2 w trzecim B1 i tak dalej wyliczając wprost proporcjonalnie można się domyślić…, więc tempo jest ”zabójcze”. Przykładowo taki podręcznik jeden w szkole robiłoby się jeden rok lub jeden i kilka miesięcy, tutaj mamy go praktycznie na niecałe 5 miesięcy. Więc myślę, że tak, jestem w stanie nauczyć się języka francuskiego na wysokim poziomie w 3 lata :).

Niestety nic więcej na tą chwilę nie mogę powiedzieć, będę regularnie pisać jak wyglądają moje studia więc warto czytać co mam do powiedzenia 🙂

A jak wyglądają Wasze wrażenia ze studiów? Też dopiero zaczynacie, czy to może już kolejny rok? A może jakiś absolwent się wypowie, rzuci kilkoma radami? 🙂

  • Też mam zamiar studiować filologię obcą 😀 Daj znać czy te studia były dobrym wyborem! 🙂

    • Były bardzo dobrym wyborem!:) bardzo się cieszę, że je wybrałam.

  • Oooo, no proszę, już pierwsze lody przełamane! Super! To kiedy ta kawka, co? 😉